Holy Bee Retro Uniwersytet

Cóż to było za wydarzenie! Ileż przeciwności losu spotkało mnie, gdy chciałam na nie dotrzeć. A ile emocji przewinęło się przez moją zakompleksioną, zdziczałą głowę! Dzień zaczął się bardzo słabo, ale skończył niesamowicie. Wygrałam! Ale nie uprzedzajmy faktów.

Dzik z buszu

Zanim przejdę do swoich wrażeń z soboty muszę się Wam do czegoś przyznać. Jestem dzikiem… z buszu. Dzik to skrót myślowy, którego używają moi najbliżsi i odzwierciedla mnie w nieznanych mi miejscach, nowym towarzystwie i środowisku. Jestem wtedy spłoszona, wycofana, poważna i najchętniej bym uciekła. I teraz mając to na tapecie wyobraźcie sobie, że na przedwczorajsze wydarzenie pojechałam sama.

Co to jest Holy Bee Retro Uniwersytet?

Na pomysł całego przedsięwzięcia wpadły dwie przedstawicielki stylu retro w Polsce: Cherry Bee i Nina Holy. Nazwa Holy Bee Retro Uniwersytet powstała właśnie na cześć założycielek. Dziewczyny postanowiły zorganizować w Warszawie dzień pełen warsztatów, wykładów i spotkań z innymi osobami ze środowiska retro. Mini targi, a po wszystkim After Party! Punktem programu, który mnie najbardziej zainteresował było spotkanie autorskie z Karoliną Żebrowską, autorką niedawno wydanej książki pt. ,,Polskie Piękno Sto lat Mody i Stylu” Szykowałam się na nie od grudnia, jednak jak się później okazało nie dane było mi na nie dotrzeć. Boli mnie to do tej pory.

Wszystko na nie

Sobota zdecydowanie nie była moim dniem. Nic mi nie szło i wszystko było na nie. Nie wyszło mi kręcenie włosów, nie wiedziałam w co się mam ubrać i w ogóle zaczęłam się zastanawiać czy powinnam pojechać. Kiedy tuż przed wyjściem zaczęłam się ubierać w pośpiechu, aby biec na pociąg… zaciął mi się suwak w sukience. Tasiemka tak wcięła się w uchwyt suwaka, że ten ani drgnął. Co gorsza, byłam w połowie zasunięta, więc nie było też mowy o tym, aby cokolwiek zdjąć. Utknęłam. Zanim udało mi się z tego wszystkiego wykaraskać, (a z odsieczą przyszedł mi mój mąż z nożyczkami) mój pociąg odjechał. Tylko usiąść i płakać. Straciłam ochotę na cokolwiek, ale do pionu doprowadził mnie Bartek i kazał jechać na After Party.

Także tak…

After Party

Więc pojechałam, oczywiście w pociągu przeżywałam mieszankę dzikowych uczuć. Wysiadając z tramwaju zastanawiałam się, czy nie wracać do domu, aż tu nagle… wyrosła przede mną Klaudia! Poszłyśmy razem na ciacho, spędziłyśmy miło czas na pogaduchach, bo i nie widziałyśmy się od Kogla Mogla. Klaudia wzięła mnie pod swoje skrzydła i nie pozwoliła uciec. I chwała jej za to! Bo w momencie kiedy okazało się, że miejsca są z góry przypisane, a ja mam siedzieć przy stoliku z całkowicie obcą osobą, żołądek podjechał mi do gardła. Mówiłam Wam, jestem dzikiem. Na szczęście, Klaudia zajęła miejsce poprzez zasiedzenie, a niedługo po tym dołączyła do nas Róża z I love retro, którą poznałam na targach w Krakowie (o jej broszkach pisałam Wam tutaj). Po jednym i drugim drinku, przełknęłam gule w gardle i zaczęłam się nawet dobrze bawić i rozmawiać z ludźmi. Przynajmniej tymi, których już kiedyś widziałam. I nawet burleskę w tle przełknęłam i spojrzałam na nią innym okiem. Bo o tym, że nie jest to moja ulubiona forma sztuki już Wam kiedyś pisałam (tutaj). Jednak jeden z występów Coco de Chocolat, bardzo do mnie przemówił. Po raz pierwszy zobaczyłam numer o czymś i po raz pierwszy dostrzegłam w nim siebie. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Po krótkiej rozmowie z performerką, spojrzałam na burleskę bardziej przychylnym okiem, ale nadal wolałabym gdyby nie rozbierały się na koniec.

Konkurs na najlepszą stylizację retro

Jedną z atrakcji After Party był konkurs na najlepszą stylizację retro. Prawdę mówiąc, wcale nie miałam zamiaru brać w nim udziału. Przecież nie starczyłoby mi odwagi zgłosić się do czegoś takiego, przerabiałam to niejednokrotnie na American Day. Jednak jak się okazało, obyło się bez zgłoszeń i Nina z Agnieszką same wybierały zwycięską trójkę. ,,Widzimy Was” – tak powiedziały ze sceny. Nie myślałam, że jest to aż tak dosadne. Aż tu nagle przyszedł czas ogłoszenia wyników. Siedzę jak na szpilkach, zżerana z ciekawości kto wygra.
Trzecie miejsce Andrea <3 Matka Polka w zjawiskowej pięknej sukni do ziemi z burzą przepięknych rudych włosów.
Miejsce drugie Panmai_Cosplay- Pan z laseczką.
Miejsce pierwsze – Kobieta w czerwonej sukni! I tak! Tu o mnie chodzi! Wygrałam! Czy ja Wam muszę mówić co mi się działo w tej mojej zdziwaczałej głowie jak musiałam wyjść na scenę?
,,Już sobie wyobrażam Twoją minę jak Cię wywołali” – to słowa mojej przyjaciółki. Zna mnie cholera jedna, ale starałam się robić wszystko, żeby nie było widać, że mi się nogi trzęsą.

Z wygraną i z Cherry Bee jedną z organizatorek.
Fot. Holy Bee Retro Uniwersytet

Dzikowe zwycięstwo

Tak naprawdę to, że wygrałam dotarło do mnie dopiero dzień później. Sama nie wiem jak nazwać to uczucie, które jest we mnie… Ale jest mi niesamowicie miło i jeszcze raz DZIĘKUJE! Ja nawet przyjmować komplementów nie umiem, a co dopiero coś takiego. Ostatni raz to wygrałam konkurs plastyczny w liceum, łamiąc regulamin, bo praca była w 3D a nie w formie plakatu (pominę fakt, że jeszcze dinozaury chodziły wtedy po świecie). A powiedzieć Wam szczerze co o wygranej myśli zakompleksiona bulwa taka jak ja? Myśli, że to łut szczęścia. Wiem, wiem… Moja Magda powiedziała mi już, że jestem głupia

Podsumowując

Naprawdę dobrze się bawiłam. Dziewczyny zrobiły kawał dobrej roboty, choć nie mogę ocenić całokształtu, bo na pierwszej części mnie nie było. Według mnie to takie połączenie Kogla Mogla z Pin Up Burlesque Party. Madam Q to świetne, klimatyczne i kameralne wnętrze, choć na początku byłam delikatnie przerażona, że nie mam się gdzie schować. Czekam na kolejne edycję i mam nadzieję, że tym razem uda mi się dotrzeć bez przygód. Bo przecież muszę walczyć ze swoim dzikiem 😉
Buziaki!

Leave comment

Your email address will not be published. Required fields are marked with *.